Canga, Cangunia, odeszła, jako pierwsza..... nagle i niespodziewanie kilka lat temu. Najwspanialszy psi przyjaciel, jakiego każdy przyszły posiadacz psa mógłby sobie wymarzyć. Kochająca, wierna i strzegąca domu przed intruzami. Wspaniała matka dla 2 miotów swoich szczeniąt. Idealny kompan dla małych domowych piesków i kotów, tych dużych i tych małych. I chociaż odeszła już jakiś czas temu, to w dalszym ciągu jest jej nam brak.
Tak naprawdę TAFUNIA Alzo *PL – moja pierwsza kotka, kochana "mrówkojadka", wykastrowana w wieku 8 lat, słodki rudzielec o pięknym futerku, uwielbiała przebywać w ogrodzie i wcale nie tylko przy ładnej pogodzie... kłóciła się ze mną o wypuszczenie na dwór nawet wtedy gdy lało jak z cebra... bardzo zdecydowany charakter... swego czasu ganiająca Mruczka, po kastracji zapomniała o co jej chodziło i łaskawie zezwoliła na coś w rodzaju przyjaźni.. chodziła swoimi ścieżkami – w upalne dni najłatwiej znaleźć ją było śpiącą pod tują lub innym krzakiem, najstarsza z całego kociego towarzystwa, w tym roku 25 lipca skończyłaby 15 lat.................
Dzisiaj 18.06.2008 o godz. 11.30 umarła moja kochana i pierwsza kotka – Murka... 25. lipca b.r. miałaby 15 lat..., miałam nadzieję, że jeszcze długo będziemy razem.......... nie byłam przygotowana, nic nie zapowiadało jej odejścia.....
To pierwszy kot, który mi umarł, rano była jeszcze taka radosna, jak co dzień zjadła śniadanie, wyszła do ogrodu, potem wrócila, wypieściła się z moją Mamą, ktora akurat dzisiaj obchodzi urodziny......
Śpij spokojnie, moja słodka rudasko........
"AMBRA – córka Cangi – urodziła się 19.06.2001 roku, jako ostatnia z miotu, ważyła 60 dkg. Prześliczna suczka, która od razu podbiła moje serce swoją urodą... Została z nami, trochę urosła... :))))), waży 45 kg, ale nadal ma duszę młodego psa, czasami aż za bardzo... Wychowana z kotami, bo jakże mogłoby być inaczej... Lubi wszystkie, do Zuzi podchodzi z ogromnym szacunkiem, ale najbardziej zaprzyjazniła się z Basilem.
Młode koty nic sobie z niej nie robią, chociaż dla takiego kociego malucha Rhodesian to niezłe wyzwanie..." – to już niestety przeszłość.......
ur. 19.06.2001 - zm. 06.03.2009 o godz. 18.20
Urodzona u mnie w domu, córka CANGI Pręgowce z Jasienia i CZAKA ZULU Czi Wara – w domu Zulus, była wspaniałą i mądrą psią damą, opiekującą się domownikami i całą psio-kocią gromadką. Doskonała, wspaniała matka dla swoich 2 miotów szczeniąt. Łagodna i uczuciowa w stosunku do ludzi i zwierząt, ale w razie potrzeby potrafiąca obronić przed zagrożeniem. Była nieprzeciętnej urody i charakteru, bardzo mi jej brak :((((( , umarła na moich rękach.........
"Modry – syn Evity i Assara Populus * PL, wnuk Zuzi – w swoim rodowodzie posiada pierwsze koty tej rasy sprowadzone do Polski co dla mnie, jako hodowcy jest niezwykle cenne no i poza tym – niebieski klasyk...
Kot to delikatny i wrażliwy, niewystawiany więcej z powodu tejże wrażliwości, na wystawach zestresowany... przeraża go hałas i szum wystaw, te wszystkie palce wtykane w klatkę... ale poza tym to kot łagodny, delikatny w stosunku do kotek i kociąt... ceni sobie spokój i ciszę.
Modry to niestety niejadek, trzeba siedzieć i pilnować by zjadł swoją porcję, na którą "dybią" współbracia.
Tak samo jak pozostałe moje kocury – nie znaczy terenu, uwielbia wychodzić do ogrodu i gania wtedy z zapałem wszelkiego rodzaju muchy, pająki i "klaszcze" w motyle, na całe szczęście nie trafiając :))))
I jeszcze jedno, niestety NIE CIERPI być fotografowanym :(( i na widok aparatu fotograficznego zazwyczaj pokazuje... koniec ogona." - to też już niestety przeszłość.......
ur.29.07.2004 – zm. 21.04.2009 o godz. 16-tej
HCM N / N
Długo chorował, przez pięć miesięcy robiłam co mogłam, aby go uratować, odszedł w momencie kiedy wydawało się, że wszystko jest już na dobrej drodze.
Evita – córka mojej Zuzi (CH *DK PRISCAS GAUDIANE) i GULFAKSE'S WOODSTOCK'A – została w domu, bo jak mogło być inaczej...
Kotka urodzona 1 listopada 1996 roku – niesie w sobie cały potencjał znaku skorpiona + mieszankę łagodności i dobroci, przy czym te ostatnie zazwyczaj przeważają... ale gdy zajdzie potrzeba potrafi zawalczyć o swoje racje i robi to z prawdziwym zamiłowaniem i umiejetnością :))))) ustępuje TYLKO swojej matce Zuzi, bo kto by się odważył postapić inaczej... zbyt duże ryzyko.
Evita, Evunia itd. wspaniała matka, doskonale opiekująca się swoim potomstwem, urodziła 7 miotów kociąt, a w tym tylko 4 córki... niestety los sprawił, że chociaż bardzo chciałam, nie mam po niej córki... ale za to mam na pociechę jej syna Modraska...
Została wykastrowana 26 lutego 2007 roku, jak łatwo policzyć, ma w tej chwili 12 lat z okładem.........
To już niestety przeszłość, Eva umarła w dn. 10.06.2009 r, długo walczyła z chorobą, ale była nieuleczalnie chora........((((
Przybłąkał się do mojej Mamy, jako małe kociątko... miał cudowny niebieski kolor z którego z czasem o dziwo..."wyrósł", początkowo dokarmiany w ogródku, potem zabrany do domu, żeby zapewnić mu bezpieczeństwo (obok jest szosa) czekał na znalezienie dobrego domu... no i znalazł... u nas. Mieszka teraz na wsi i prowadzi wspaniały żywot pogodnego kastrata, przebywa w ogrodzie od wczesnej wiosny do późnej jesieni, kot o najpiękniejszych kocich oczach, jakie kiedykolwiek widziałam. Jest z nami już 12 lat...
Mruczek odszedł w niedzielę 23maja 2010 r., a z nim jego piękne, niespotykanego koloru i wyrazu oczy......
Baccara, Baccunia – miała 6 tyg. kiedy zobaczyłam jej zdjęcie, słodkie kociątko z różowym noskiem i ten niesamowicie rudy kolor... Przywiozłam ją z Krakowa, przebyła tę podróż z przerwą na odpoczynek u mojej rodziny w Warszawie, zawojowała wszystkich swoim delikatnym, prawdziwie kocim wdziękiem oraz urodą. Kotka, która uzyskała w bardzo trudnej grupie tytuł Championa na trzech! wystawach w dużej konkurencji. Jest bardzo łagodna, miła i spokojna, żyje w przyjazni z innymi kotami, "zadymy" to nie dla niej. Ma w sobie ogromne macierzyństwo, po porodzie umyła całą Boni, koniecznie chciała opiekować się jej dziećmi... Jest zawsze taka trochę zadumana w sobie, ale bardzo lubi wizyty gości i wtedy "podstawia" się do głaskania.
Dużo czasu upłynęło, zanim zdecydowałam się umieścić Ją w pożegnaniach, wcześniej po prostu nie byłam w stanie, a i w tej chwili nie jest mi łatwo..... Umarła 5. letnia kotka, mój kochany rudzielec. Nikt nie spodziewał się takiego rozwoju sytuacji, miała robione kontrolne usg jamy brzusznej i nieoczekiwanie okazało się, że coś w niej jest.... Tym "czymś" okazał się ogromny guz i mnóstwo innych mniejszych....Nie było ratunku......